20.08.2009

dzień czwartek - dniem tysiąca metali
Osoby dramatu: Karola, Gosia, Gosia 2, Asia, Lucie, Saper, Róża

Didaskalia:
Pogoda: prawie bezchmurnie, słonko świeci, będzie gorąco (w sensie jest gorąco, a będzie jeszcze gorzej..)

*akt pierwszy
Saper od rana buszuje z cewką po łące i co chwilę wykrzykuje jakieś dziwne liczby typu 914.. zdaje się, że nieuchronnie zbliżamy się do magicznego tysiąca… (dr Wróbel jest na to przygotowany i zakupił już dobre wino dla Sapera – przyp. red.)

Gosia (w swojej nowej arafatce) grackuje działkę A IV, zdejmując warstwę mechaniczną siódmą;
następnie przenosimy naszą uwagę na ćwiartkę C, gdzie z działki C IV usuwana jest nadal warstwa szósta mechaniczna („niezły burdel macie w tym archeo..” – przyp. red.)

Filip i Piotr rozstawiają tachimetr, zwany od wtorku tachometrem, gdy z pola dobiega nas triumfalne 917 wykrzykiwane przez buszującego tam z cewką Sapera

stan na chwilę obecną, godz. 8.45:
A I, III i IV => kończymy zdejmować warstwę siódmą mechaniczną
C I, II i III => warstwa szósta zdjęta
C IV => występuje konieczność zdjęcia warstwy szóstej
D I i II => warstwa szósta mechaniczna zdjęta

sitowanie warstwy siódmej mechanicznej z działki A IV zakończone sukcesem =)

do magicznego tysiąca zostało „nieoficjalnie” 49 zabytków

z cyklu „wyznania Sapera”: Saper stwierdził, że ma ADHD nieruchawe

11.05 – z pola dobiega radosne 962 i 963 (powoli osiągamy punkt kulminacyjny naszego dramatu, który tak skrzętnie omijany był w poprzednich aktach..)

didaskalia (update):
Pogoda: upał, upał i jeszcze raz upał, słońce, słońce i jeszcze raz słońce.. temperatura około 23 stopnie C (chyba 32..? – przyp. red.), opalenizna, opalenizna i jeszcze raz opalenizna
czas na wykopie umila nam radiowa trójka

z cyklu „wyznania Sapera”: Saper stwierdził, że ma ADHD cewki

działka C IV => szósta warstwa mechaniczna usunięta (dorwaliśmy tego pier*** złodzieja warstw i odzyskaliśmy to, co trzeba..)

*akt drugi
z Warszawy wyrusza dr Wróbel, Karol, Ania-przeczysty młodzieniec oraz Zuzia – siostra Ani, podobna do niej jak dwie krople wody. nasi podróżnicy pozostawali w stałym kontakcie telefoniczno-smsowym z uczestnikami ekspedycji jaćwieskiej. podróż odbywa się czerwoną skodą doktora. co działo się po drodze, opiszemy później (przyp. red.)

ściągana jest warstwa siódma mechaniczna z działki D I
Róża dla świętego spokoju zapisuje kolejną liczbę wykrzyczaną z wielkim entuzjazmem przez Sapera. liczba ta to 983. zwycięstwo coraz bliżej..

w tym czasie nasza dzielna czwórka wyrusza z Warszawy. na tylnym siedzeniu towarzyszy nam plecak Karola skrzętnie przypięty pasami, który służy Ani jako poduszka. Ania, vel przeczysty młodzieniec, ma dar spania w każdych okolicznościach i pozycjach, więc bardzo szybko traci kontakt z pozostałymi uczestnikami podróży. odzyskuje go, gdy dojeżdżamy do stacji paliw BP (nie mylić z datowaniem „before present”). postój na stacji spowodowany był faktem, że kierowca nie zjadł śniadania, a wszyscy wiemy, że głodny Polak to zły Polak. czynność tę nadrobił o godz. 13.30 wprowadzając do żołądka porcję śledzia w oleju, popijając kawą. Karol uczynił podobnie, ale przy pomocy jajecznicy na kiełbasie i również kawy, zaś Ania i Zuzia dzielnie pracowały nad zestawem 1500 kanapeczek zrobionych przez ciocię Emilkę, czyli kochaną mamę Zuzi :). w trakcie konsumpcji poznajemy różne historie wykopowe z udziałem Kudłatego, Kruka czy kolegi, którego imienia nie pomnę (w każdym razie kolegi, który w pijackim zwidzie, przy pomocy noża, chciał „otworzyć okno” w namiocie i otworzył, ale „drzwi w podłodze”..)
o ile na stację udało nam się wjechać pod prąd, wyjeżdżamy już prawidłowo. przejeżdżamy spokojnie kilka kilometrów, gdy koło Wyszkowa zaczyna się korek, spowodowany globalną, w Polsce północno-wschodniej, akcją malowania pasów na ulicy. korek nie jest jednak strasznie rozległy. w trakcie przymusowego postoju raczymy się witaminkami w postaci borówek, którymi częstuje Zuzia. w końcu ruszamy i jedziemy, po czym…
…dzwoni telefon..

w słuchawce daje się słyszeć radosne „dawaj wino”, co oznacza, że Saper wyszperał metalowy fant o magicznym numerze 1000

zapis w dzienniku wykopalisk:
osiągnięcie magicznej liczby uczczono telefonem do Wróbla i wydaniem zbiorowego okrzyku „dawaj wino”. Saper jednak stracił motywację do pracy i stwierdził, że już więcej nie pracuje. ale żeby nie stracić sensu życia może teraz szukać kolejnego tysiąca :)

rozpoczęto ściąganie siódmej warstwy mechanicznej
podsumowanie, godz. 15.40
D I, D II => Szczecin – zdjęta warstwa siódma
D II => Suwałki, Wrocław, Przemyśl – siódma warstwa czeka na ściągnięcie
A I, A III, A IV => zdjęta warstwa siódma
C I, C II, C III, C IV => zdjęta warstwa szósta

jak to dobrze, że jeziorko jest tak blisko… =)

tymczasem nasza czwórka przebija się przez Mazowsze i Kurpiowszczyznę spiesznie zdążając do historycznej Jaćwieży, walcząc z przeciwnościami losu na drodze, w postaci akcji malowania pasów. okoliczności przyrody to przydrożne wioseczki, pola uprawne, łąki, lasy oraz tzw. strażniczki lasu, stojące przy drodze w pojedynkę lub też przeprowadzające wspólne konsultacje w zakresie pełnienia funkcji „leśnej westalki”. z głośników samochodowych dobiega nas dźwięczny acz melancholijny śpiew Maryli Rodowicz, który to sprawia, że kolega Karol odpływa w alternatywny świat marzeń sennych.
około godz. 18.00 docieramy do Suwałk, słuchając interesującej audycji w radiu bliżej mi nieznanym. audycja ta porusza modny ostatnio temat “slow life”. staje się to bodźcem do przemiany wewnętrznej Karola, który znajduje w filozofii slow life piękne wytłumaczenie dla swojego niespiesznego lenistwa. korzystając z rad podawanych przez prowadzącego audycję i jego gościa, postanawiamy poszukać sobie tzw. coucha, czyli trenera rozwoju osobistego. postanawia to zwłaszcza Ania, jako że to ona powoli dobija trzydziestki, a w tej grupie wiekowej panuje trend posiadania takiego osobistego terenera.
koło 18.30 klucząc różnymi objazdami, jadąc po zwiniętym asfalcie (o tej porze zabierają go na noc, prawdopodobnie po to, żeby kury nie wydziobały) docieramy do Jelonka. w oczekiwaniu na zamówienie nawiązujemy kontakt wzrokowy z siedzącymi przy sąsiednim stoliku Duńczykami (czy innymi Skandynawami), którzy posługując się językiem angielskim i polskimi rozmówkami usiłują złożyć zamówienie (czy ktoś wie, jak nazywają się po angielsku kartacza albo babka ziemniaczana?). pani, która je przyjmuje, rozmawia z nimi po polsku, hołdując zasadzie, że należy mówić powoli i wyraźnie, to wszyscy zrozumieją…
czas oczekiwania na posiłek umilamy sobie opowiadając dowcipy. króluje tematyka rycerska, w której rola kobiety ogranicza się do bycia wykorzystywaną przez los dziewicą.. Zuzia komentuje to krótko, acz treściwie „ech, te dziewice zawsze miały pod górę”
gdy dojeżdżamy do Szurpił integrujemy się z resztą ekspedycji. kontakt telefoniczny zostaje zastąpiony kontaktem werbalnym.
wieczorem impreza

dsc_0105

dsc_0110
pora na papieroska..

dsc_0114
Karol, czyżby nie w sosie?

dsc_0115
Saper i Lucie, czyli idealny tandem językowy polsko-francuski

dsc_0133
przeczysty młodzieniec jest dziś naprawdę przeczysty, bo przyjechał z Warszawy

dsc_0140

dsc_0158
nie pomnę, co oglądaliśmy..

dsc_0171
Asia

dsc_0176
dzień przytulania, zaczynamy od Asi

dsc_0178
kolej na Różę..

dsc_0180
co dwie Anie to nie jedna (:

dsc_0181
Saper, ty też się nie wymigasz!

dsc_0182
przynajmniej twój laptop potrafi docenić odrobinę czułości..

dsc_0185
i Lucie też..

dsc_0192
Saper napoił laptopa piwem.. i ten odmówił współpracy

Napisane przez: ania

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Archiwa